Czy pan Rokowicz słyszał tę rozmowę o swojej żonie? niktby nie odgadł — tak był zatopiony w swem dumaniu. Oczy utkwił w trzymaną szklankę herbaty i kiedy niekiedy kiwał głową, jakby go zajmowały wielce gorzkie i smutne myśli. Nagle wychylił herbatę z takim gestem i taką miną, jakby wypijał do dna kielich żółci i octu; wyprostował się, prostopadle wyciągnął ku towarzystwu prawicę, i nagle wymówił:
— Przepraszam!
Na to sakramentalne słowo, wyrzucone jak z procy, kilkanaście osób przestało rozmawiać, i spojrzało na niego. Pan Rokowicz obiegł wzrokiem całe towarzystwo, i powoli spuścił prawicę.
— Przepraszam! powtórzył; wszak nikt z państwa nie zaprzeczy... tedy, że moralność jest najważniejszą rzeczą... więc, że każdy człowiek powinien patrzeć, co się koło niego dzieje i dbać o moralność... najpierw tedy dbać o położenie swego domu... więc... żeby w tym domu nie bywał nikt, kto obraża moralność... tedy nikt z państwa pewno nie zaprzeczy, że moralność jest rzeczą najważniejszą, i że kto ją obraża... tedy...
Komuś z audytorjum zbrakło cierpliwości, i głos jakiś przerwał:
— Ależ naturalnie, że nie znajdziesz tu pan nikogo, ktoby przeczył tej wielkiej prawdzie, że moralność jest rzeczą ważną dla społeczeństw. Ale do czegoż się odnosi to co pan mówisz?
— Do tego, wymówił nagle pan Rokowicz prostując się całą postacią, i prostopadle wyciągając przed siebie prawicę, do tego że przyjmujemy do naszych domów osobę, która... tedy... obraża moralność!
To rzekłszy, z niezmierną zgrozą opadł na krzesło, i z wyrazem przygnębienia opuścił głowę na piersi. Słuchacze zamienili między sobą spojrzenia. Oczy pani Olimpji zamigotały radością, bo przeczuwała że zbliża się zręczność wyrzucenia z białej dłoni kamyka na czyjąś głowę. Krzyż na piersi pani Apolonji błysnął, bo przewidywała, że będzie mogła w głowę nim kogoś uderzyć.
— Przyjmować w swoim domu osobę niemoralną! to okropne! o kim pan mówisz, panie Rokowicz? — rzekła gospodyni domu podnosząc czoło wysoko, i w myśli owijając się od stóp do głowy nieprzenikliwym pancerzem dumy i godności.
Pan Rokowicz tylko czekał tego wezwania. Potoczył wzrokiem dokoła, jakby wszystkich obecnych wzywając na świadków słów które miał wymówić, i wyciągnąwszy prawicę zaczął.