— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Gdy odeszły dwie kobiety, pani Starowolska niezwykle jakoś smutne i zamyślone spojrzenie zwróciła na małą Anielkę, która z łezką kręcącą się w błękitnych oczach stała w drzwiach od ogrodu, i oglądała się jeszcze na drzwi któremi wyszła pani Teresa. Wyciągnęła do niej ręce, i zawołała z niezmierną czułością:
— Pójdź do mnie biedne kochane dziecko moje!
Anielka poskoczyła, objęła opiekunkę rączkami, i główkę przytuliła do jej piersi. Pani Starowolska przycisnęła usta do jej czoła, i jedna łza wypływając z pod okularów zrosiła jasne włosy dziecięcia.
Smutne dziecię podniosło bladą twarzyczkę, a siadając na stołeczku u stóp babki, rączki złożyło na jej kolanach i wyrzekło z cichą prośbą:
— Babuńciu, tłumacz mi dalej przykazania boże! — Stara kobieta dłoń złożyła na głowie dzieweczki, i łagodnym ozwała się głosem.
— Pamiętaj dziecię moje, że najwyższem, wszystkie inne zamykającem w sobie przykazaniem bożem jest: kochaj bliźniego twego i nie czyń mu krzywdy żadnej na sercu, ni na majątku, ni na sławie...
Chciała coś mówić jeszcze, ale w przezroczystem powietrzu cichego wieczoru zabrzmiały z ulic odległych przeciągłe i donośne głosy dzwonów kościelnych, wzywających na nabożeństwo wieczorne.
Stara kobieta i dziecię wsłuchały się w ten odgłos poważnej a podniebnej pełen melodji.
— Dziecko moje, znowu po chwili wyrzekła pierwsza, tam po kościołach, do których dzwony te zwołują ludzi, modli się wiele serc obłudnych, fałszem i pokrzywdzeniem bliźniego splamionych. Pamiętaj o tem, pamiętaj na całe życie, aby gdy modlić się będziesz, serce twe było nie tylko dla Boga, ale i dla ludzi miłości pełne, i że ten kto się modli, cnoty szczerości, cnoty miłosierdzia i cnoty przebaczenia nie znając, ubliża Temu dla którego cześć wygłasza ustami i ze świętej wiary czyni sobie płaszcz ku pokryciu swej złości.