Gdy wróciła do pokoju, znalazła panią Kuderskę podnoszącą się już ku pożegnaniu gospodyni.

— Żegnam, żegnam kochaną panię, mówiła Apolonja, dzwonią na majowe nabożeństwo, biegnę, lecę, ażeby się do kościoła nie spóźnić! Nieprawdaż że dziwnych rzeczy dowiedziałaś się pani odemnie? Ta Rumiańska i pan As, Wandziulka i pan Przybycki! mój Boże najwyższy! mężatka z kawalerem! żonaty z panną romanse zawiązują! Zgorszenie tylko i obraza Pana Boga! Żegnam, żegnam kochaną panię! pilno mi do kościoła, na majowe nabożeństwo! zapisanam w szkaplerne i różańcowe bractwo — opuszczać się nie godzi!

— I ja także żegnam najlepszą, najszanowniejszą panię, wymówiła pani Teresa całując w ramię panią Starowolską z większą jeszcze słodyczą i uniżonością jak pierwej; śpieszę do domu, aby mój Felunio zbyt długo za mną nie tęsknił.

— Jakto? pani nie będziesz na majowem nabożeństwie! z oburzeniem spytała pani Apolonja.

— Nie, moja pani Kudersko; mój Felunio ma zwyczaj spać o tej porze, a ja bez męża nawet do kościoła nie chodzę. Mężatka nie powinna bez męża znajdować się w żadnem miejscu gdzie wiele ludzi znaleźć może! to nieprzyzwoicie i nieskromnie!

— Pani dla męża opuszczasz chwałę Pana Boga, ze świątobliwem napomnieniem wyrzekła Antyfona.

— A pani dla chwały Pana Boga zaniedbujesz męża, ze słodziutką żartobliwością odrzekła Teresa.

— Chwała Boża przedewszystkiem! rzekła skłaniając głowę Apolonja.

— A dla mnie mój Felunio i skromność przedewszystkiem, odparła spuszczając oczy naiwna Teresa.

Po tej rozmowie pożegnały ostatecznie gospodynię, i odeszły. Z progu raz jeszcze odezwało się pobożne pozdrowienie pani Kuderskiej.