— Słuchamy! słuchamy! zawołało kilka głosów.

Pan Spirydjon zbliżył się i stanął tuż obok młodej kobiety, patrząc na nią z wielkiem zajęciem.

— Zaczynam więc, rzekła Stasia, i z poważno-figlarnym wyrazem twarzy, z rękami skrzyżowanemi na piersi wydeklamowała:

«Stara czapla, jak to bywa,

Trochę ślepa, trochę krzywa,

Gdy już ryb łowić nie mogła

W straszny się gniew i złość wzmogła,

Że młodsze od niej czapelki,

Przezrocze wody kropelki

W zgrabne swe dzióbki chwytały,