— Mówiłam ci że jestem bez grosza! Na najpilniejsze potrzeby muszę mieć teraz jakie dwieście dukatów.
Pan Jan zatopił obie ręce w gęstej swej czuprynie.
— Zlituj się Olimpko! Tak wiele! A zkąd ja ci ich wezmę?
— Kontraktujesz przecie pszenicę!
— Ale to na opłaty rządowe...
— To nie opłacaj ich jeszcze, a mnie daj...
— Majątek zasekwestrują, i sprzedadzą...
Olimpja zmarszczyła piękne brwi.
— Jean, wyrzekła usuwając się od męża, i cofając ręce, które on dotąd trzymał w swoich; chcesz abym żyła w nędzy...
— Olimpko! nie gniewajże się tylko! Cóż za myśli przychodzą ci do głowy! Ty, w nędzy! Dopóki ja żyję, i pracować mogę, tego pewno nie będzie... Ale żebyś mogła tak jakoś wymiarkować się, i obejść przez czas jakiś tylko stu dukatami...