— Biegnę, lecę kontraktować pszenicę! Ciężkie czasy, panowie! Opłaty rządowe, procenta kredytorom, a i domowe potrzeby są! Przerobienie gorzelni djable mię kosztuje w tym roku! oj! te interesa! te przeklęte interesa!

— Ależ niegrzecznie jest z twej strony że nas tak porzucasz, ozwał się ktoś żartem.

— Wybaczcie! wybaczcie tłumaczył się Rostowiecki. Przyjechałem tylko na jedną dobę... mam mnóstwo interesów... Olimpka tu gospodynią; ja gość, jak i wy.

W tej chwili spojrzenie jego padło na pana Spirydjona.

— Ot macie gospodarza! zawołał dobrodusznie i wesoło; zostawiam tu na mojem miejscu Spirydjona... Zastąp mię, poczciwy...

Uderzył kordjalnie dłonią w dłoń pana Asa, wrócił raz jeszcze aby pocałować w obie ręce Olimpją, ukłonił się wszystkim i wybiegł.

Po wyjściu męża gospodyni, towarzystwo zaczęło się bawić. Grano, śpiewano, tańczono nawet trochę, rozmawiano wiele; lokaje roznosili cukry i owoce, a mimo to wszystko prawdziwego ożywienia i wesołości nie było. Gospodyni była niby zwarzona; oczy jej z wyrazem dziwnej jakiejś obawy i tłumionego gniewu, szukały pana Edwarda, a spotkawszy jego spojrzenie wnet się spuszczały.

To samo robiły oczy pani Teresy. Z wyrazem obawy i tłumionego gniewu szukały twarzy pana Edwarda, a gdy spotkały jego spojrzenie wnet się spuszczały. Niewiadomo dla czego, ale wyraźnie obecność tego człowieka ciężyła dwom kobietom; widocznem było, że podejrzywały go o coś w głębi duszy; może o to, że on je o coś podejrzywa? Lecz o cóżby je mógł podejrzywać? One tylko o tem wiedziały. Gdyby ten podejrzany o podejrzenie był kim innym, bardzo być może iż pani Olimpja dałaby mu raz na zawsze odprawę ze swego domu, i usunęłaby na wieki od siebie tę bladą obojętną twarz, i te blade obojętne oczy, które jednak mimo obojętności swej wydawały się dość przenikliwemi aby wzbudzać obawę i niepokój. Ale pan Gaczycki urodzeniem i stosunkami należał do najwyższej towarzyskiej sfery; a oprócz tego posiadał 2,500,000 wyraźnie półtrzecia miljona złotych polskich majątku w pięknej pszennej glebie, i kapitale włożonym w przemysłowe przedsięwzięcia, które go coraz powiększały. Ludziom więc obdarzonym tak pięknemi przymiotami rodowitości i kieszeni, domu się nie wymawia! Obecność takich ludzi podnosi owszem wysokie towarzyskie tego domu położenie. Niegrzeczność jakąby komu innemu możnaby zapłacić za zbyt przenikliwe oczy, staje się niepodobną względem człowieka posiadającego 2,500,000, wyraźnie półtrzecia miljona majątku w pszennej glebie i kapitale. Takiemu człowiekowi za zbyt przenikliwe oczy płaci się przeciwnie zdwojoną grzecznością, to jest zdwojoną grzecznością usiłuje się rozbroić jego zbytnią przenikliwość.

To też pani Olimpja, mimo widocznego pomięszania i niesmaku który wyrył się na jej dumnej twarzy, starała się być dla pana Gaczyckiego jeszcze grzeczniejszą, a pani Teresa okazywała mu jeszcze większą słodycz. Obie kobiety podawały mu na przemian cukry i owoce; z tego powodu pani Rokowiczowa zmuszoną nawet była wypuścić z dłoni swych piastowaną w nich czule rękę małżonka. Korzystając z tego połączył się on zaraz z gronem mężczyzn, i zacząwszy rzecz swą od potopu, opowiadał im historją bolesnego upadku obyczajów publicznych. Pani Olimpja posunęła uprzejmość dla pana Edwarda aż do zapytania go czy życzy sobie aby śpiewała; bo jeśli sobie tego życzy, ona gotowa zaśpiewać — dla niego jednego wyłącznie. Ale pan Gaczycki niewzruszony był jak opoka. Ze sztywną etykietą przyjmował przymilenia dwóch kobiet, a na ustach osiadał coraz częściej uśmiech ironji. Niechcąc może aby uśmiech ten zanadto się uwyraźnił, bardzo wcześnie opuścił towarzystwo.

Po jego wyjściu pani Olimpja stała się swobodniejszą, lubo nie zupełnie swobodną. W połowie wieczoru widziano jak długo w przylegającym do salonu gabinecie rozmawiała półgłosem z panem Spirydjonem. W czasie rozmowy tej, oczy jej błyskały niespokojnie, i również niespokojnie zdawały się błyskać — na jej szyi wielki szmaragd, a brylant na ręku. Pan As miał minę uspakajającą, i wyraz jego twarzy zdawał się mówić: „nie obawiaj się pani niczego! Tajemnica się nie wyda, i fakt może być jeszcze powtórzonym nieraz z zupełnem bezpieczeństwem.”