Du-u-u, du-u-u,

Sprzedał drzwi chaty,

Du-u-u, du-u-u...

Dalej słów nie pamiętał. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

— Nieoceniona! — zrywając się od fortepianu, zawołał Staś — jak ona ukłoniła się przed Bronkiem, jak na niego patrzyła... ona, na honor, wyobraża sobie, że to arcykapłan!

— Nas wszystkich potrochu za pomazańców wzięła! Kulą w płot... — zaśmiał się Józio.

— A toaleta? a?

— A depozyt?...

— I zadanie życia...

— Otóż to, gdzie gnieżdżą się krocie!