— Nie jest ślicznym, ale tobie, kuzynko, jest w nim ślicznie, tak jak we wszystkiem — osądziłem i byłem zupełnie szczerym.
Wtedy lokaj przybliżył się do Idalki i zcicha zapytał, co ma czynić ze śniadaniem; książki cały stół zajmowały.
— Trzeba to przenieść do pokoju panny Klary — rozporządziła się Idalka, a zaledwie to wymówiła, już panna Zdrojowska nabrała w ramiona tyle książek, ile tylko podźwignąć mogła i niosła je przez salon. Naśladowałem ją z pośpiechem, Idalka także, a ponieważ kilka razy, z naszemi brzemionami szliśmy i powracali, przyłączyli się do nas i w trudach pomagać nam zaczęli panna Klara i Arturek. Ruchu, bieganiny, śmiechu było przytem dużo. Filarek właził nam w drogę, rozrzucał cośmy ułożyli, a śmiał się i szczebiotał, jakby go największe szczęście spotkało. Byłem jak on; czułem się tak wesołym, jak gdyby przenoszenie książek z miejsca na miejsce było mojem najgłębszem, a szczęśliwie nakoniec odkrytem powołaniem.
— Czy zamówiłaś, kuzynko, w zarządzie kolei, osobny pociąg dla swoich książek?
— Myślę — odpowiedziała — że im i mnie dosyć będzie jednego wagonu.
— Będziesz z niego wypadała, tak jak z dorożki. A dla kogo te elementarze?
— Dla chłopców i dziewczątek.
— Czy tak wielu masz sąsiadów?
— Bardzo wielu.
— I sąsiedzi twoi mają tak wiele dzieci?