— Grzyby są? — donośnie zawołał ku nim pan Witold.

— Oj, oj! Żeby nie było! — odkrzyknęło z przeciwnego brzegu parę piskliwych głosów.

I zawiązała się pomiędzy dwoma brzegami żwawa rozmowa.

— A rydze są?

— Oj, oj!

— Dobry wieczór, Elżbietko!

— Dobry wieczór, panienko!

— Dużo nazbierałyście rydzów?

— Całe koszyki!

— A kto najwięcej uzbierał?