Pan Władysław uczuł, że grunt usuwa mu się z pod stóp. I przedtem miał go obok panny Janiny trochę tylko, bardzo jeszcze niewiele, teraz zaś uczuł, że usuwa mu się z pod stóp zupełnie. Jakto: on i pan Teofil to »wszystko jedno! « ten pan Teofil, którego niedawniej jak przed godziną nazwała egoistą i nudziarzem!

Nagle ktoś tam za jarem także grunt pod nogami stracić musiał, bo na jednym punkcie pożaru rozległ się krzyk przeraźliwy, taki krzyk, jaki przez gardła ludzkie zwykło wydawać — nieszczęście! Rozległ się, utonął w skupiającym się na jedno miejsce zgiełku, z którego dobywały się różne okrzyki.

Ktoś przeraźliwie zapytywał:

— Czy żyje? czy żyje?

Ktoś inny wołał:

— Nosze urządzać! noszy! noszy!

Kilka głosów kobiecych zalamentowało:

— Oj, Boże mój, Boże! o, Jezu! Jezu!

I z za jaru wionęła groza i objęła kobiety, które zaczęły drżeć, całemi ciałami podały się naprzód i, z ramionami ku przeciwnej stronie jaru wyciągniętemi, z całej siły jęły wołać:

— Co tam się stało? co się stało? co się stało?