— Czemuż to tobie tak do kościoła zachciało się? — zapytał.
Po chwilowém milczeniu odpowiedziała.
— Wyspowiadam się i komunię przenajświętszą przyjmę. Niech mnie sam Pan Bóg Najwyższy przed ludźmi dobre świadectwo wyda...
Łkania powstrzymywała i łzy, które gradem stoczyły się na policzki fartuchem otarła.
— Znów płaczesz — zauważył Michałek — ot płaksiwa ty teraz zrobiła się... ze wszystkiém nie taka jak była...
— Nie taka — powtórzyła kobieta, a po chwili nieśmiało dodała. — I ty nie taki jak był...
— A nie taki — potwierdził mąż.
W krótkich tych słowach, któremi wspólnie zeznawali przed sobą zepsucie się szczęścia dawnego, brzmiała głęboka żałość. On wciąż przyglądał się jéj bacznie.
— Taki doprawdy wyspowiadasz się jutro i komunią przenajświętszą przyjmiesz?
— A jakże — odpowiedziała i zrobiła ruch do odejścia. Ale on na nią zawołał.