Kiedy chrapliwy i klekocący a zarazem śpiewny głos staréj umilkł, Pietrusia z cicha przemówiła.
— Babulo!
— A co?
— Czy ten Prokopek doprawdy konie kradł?
Stara z namysłem odpowiedziała.
— Może kradł a może nie kradł. To już nie wiadomo. Pewności nie było... ale ludzkie posądzenie było i straszny gniew ludzki był...
— Straszny jak echo — powtórzyła kobieta, przed ogniem stojąca i śpiesznie, śpiesznie resztę ziół uschłych w płomienie rzucać zaczęła!
Po chwili stara zagadała znowu.
— Pietrusia!
— A co, babulo?