— Nu?
— Ot tam to hroszy dużo!
— Gdzie to?
— A u kowalichy.
— Aha! — potwierdził Szymon, musić bohaty ludzie, bo po pańsku sobie żyją...
— Czemu im nie żyć, koli czort wiedźmie pomaga...
— Pomaga czy nie pomaga, a taki im dobrze kiedy hrosze mają, — zauważył Szymon, a po chwili myślenia machnął ręką i zamruczał: — To i co z tego? Pies kudłaty, jemu ciepło; chłop bogaty, jemu dobrze... kowalu i żonce jego dobrze, a mnie od tego nie lżéj...
— Jeszcze i ciężéj i na cudze dobro patrzéć, kiedy człowiekowi samemu na świecie gorzko...
— Ale!
W tém, Jakób Szyszko stanął jak w ziemię wryty i z ręką wyciągniętą ku domowstwu kowala przyciszonym, zdławionym prawie głosem wymówił.