Z głośném cmoknięciem malca w głowę pocałowała i wnet gniewnym głosem zaczęła znowu:
— Czego ty tam szedł, chwaroba! licho cię tam niosło!
— Jak mu na imię?
— Franciś.
— Trzy lata miéć musi?
— Na Pokrowy mu będzie trzy i dwanaście niedziel...
— Ładny chłopczyk, takie ma śliczne błękitne oczy!
Zaśmiała się szeroko, z zadowoleniem, malca po plecach dłonią poklepała i na mnie przyjaźniejsze spojrzenie rzuciła.
— Ładnieńki sobie i rozumnieńki... Nie żart jaki rozumny... wszystko już rozumié...
— A dla czegóż dziś tak przeląkł się?