— I jaką! O bożym świecie czytając zapomniała!
— A jakie księżycowe światło u siebie urządza!
— „Już księżyc zaszedł, psy się uśpiły...”
— Tylko że „Filon” to już pewnie żaden nie klaśnie za borem!
— Kto wie! Ja może coś w tym rodzaju wiem!
— Ciekawość, co ona takiego czyta?
— Pewno coś czułego!
— „Mario, czy ty mię kochasz, bo masz taką postać!...”
— A może Darwina o pochodzeniu człowieka od małpy?...
Autorem ostatniego konceptu był szwagier pani Januarowej, która parsknęła śmiechem; ktoś inny zaśmiał się też głośno. Wtedy dopiero panna Róża, jak ze snu obudzona, drgnęła, ku nam twarz obróciła, a ujrzawszy trzódkę baranów we drzwiach stłoczoną, szybko z krzesła powstała.