— Bo gdzie mnie do was? I co wam ze mną za zabawa? Wy górny człowiek, a ja zwyczajnie, z nizmienności... (z nizin).
Ale nie mógł wytrzymać. Coś go tu ciągnie. Chciałby o niektóre rzeczy zapytać się, pogadać o nich i jeżeli Awicz pozwoli, to jeszcze ten raz...
Ależ owszem, owszem! Nie tylko ten raz, lecz ile razy tylko zechce. Czyż nie oddał jemu i bliskim mu osobom przysług ważnych? Czy pomimo wszystko, co ich dzieliło, nie byli związani wspólnością ziemi rodzinnej i może czymś więcej jeszcze?...
— Czymże? Czymże? Jakie między nami może być podobieństwo? — nagląco dopytywał się oficer. Widać o to podobieństwo szło mu bardzo.
— Czy pan czuje się szczęśliwy? — wzajemnie zapytał go Awicz.
Uczynił ręką gest gwałtowny.
— K czortu takoje szczastje!
— No, widzisz pan! Jeden z nas w taki sposób, drugi w taki, a obydwaj...
— Rozumiem już, rozumiem i to jest prawda! — ponuro w ziemię patrząc dokończył oficer.
Policzki jego były daleko mniej niż przedtem rumiane i pełne, nawet plecy zdawały się mniej szerokie i mundur obejmował je mniej ciasno.