— Gdy tylko ściemnieje...
— Gdzie te cztery wielkie dęby?
— Aha. Ja tam już będę.
— W Dubowym Rohu?
— Aha!
Dzień dobiegał do końca, słońce zaszło, zorza wieczorna zagasła, na bezmiesięcznym niebie świeciły gwiazdy.
Nieszeroką drogą, pośród pola do bliskiego lasu prowadzącą dwoje ludzi szło szybkim krokiem i zamieniało się nielicznymi słowami.
— Czy byłeś w Lubinowie?
— Byłem... a jakże! Tam my często...
— Inka tam jest?