— A jest.
— Widziałeś ją?
— Naturalnie; jakże mógłbym nie widzieć! Ona przecież zawsze między rówieśnicami jak lilia między... jakże tam... niech będzie między... trawami.
— Także brednie! Powiedziałbyś lepiej, co ona tam robi?
— Cóż Inka może robić? Każdego, kto się na oczy jej nawinie, kokietuje!
— Julek!
— No i cóż takiego? Alboż mama sama o tym nie wie? Zresztą one tam wszystkie konfederatki dla nas szyją, koszule jedwabne i różne tam różności... oprócz tego śpiewają sobie, szczebioczą.
Kobieta westchnęła głośno.
— Julek...
— Co, mamo?