— No, to i ją do turmy10, na Sybir... czort niech ją weźmie.

A do podwładnych zwrócił się:

— Brać ich!

Sekund kilka i już obaj znaleźli się na siodłach, ramionami żołnierzy, którzy na nie wskoczyli, ogarnięci.

Teleżuk raz jeszcze u strzemienia dowódcy aż do ziemi się pochylił.

— Zlitujcie się... panoczku... — zaczął.

Ale nad podnoszącą się znad ziemi głową jego zabrzmiał okrzyk:

— Pójdź precz! Precz!

Gdyby nie był chłopem! Był nim, więc nietknięty pozostał i widział jeźdźców odbiegających wśród sosen rzadko rozstawionych, na koniach zgrabnych i lekkich, w różowym pyle poświaty słonecznej. Przez mgnienie oka zobaczył na rękawie odzieży Olka wielką plamę koloru krwistego, a potem twarz Janka bladą jak płótno, oblaną deszczem łez. Znad ramienia kozackiego zwracała się ku niemu twarz Janka wołając:

— Teleżuk, powiedz mamie...