— Stokroć nieszczęśliwszy, niż byłem przedtem, odjadę stąd na zawsze. Nie wrócę nigdy, lecz rychlej czy później głos jakikolwiek z dalekiego świata przyniesie wam wieść o mnie. Przewidując to, proszę... ciebie, dla nieszczęść ludzkich tak miłosierną, abyś nie myślała o mnie z pogardą i aby na imię moje z drogich ust twych nie spadało potępienie. Proszę... abyś myśląc o mnie, myślała... pomimo wszystko... z przyjaźnią. Lituj się nad duszą moją występną, ale teraz na proch spaloną cierpieniem. Spędzę tu jeszcze kilka dni, ale sam na sam rozmawiamy z sobą po raz ostatni. Tak postanowiłem. Więc jeszcze jedna prośba, ostatnia. Daj mi co na pamiątkę, ale z siebie, z serca twego, z tego, co jest twojem, co jest tobą... Daj mi na pożegnanie i na pamiątkę jakie dobre słowo, słowo zaufania, słowo przyjaźni, słowo siostry litościwej, która nigdy nie przeklnie... Daj mi cokolwiek na szereg okrutnych dni i nocy, które mię oczekują, na wsparcie sił moich, które znowu dźwigać poczną łańcuchy...
Silną znać była ta wewnętrzna tama, którą postawił naprzeciw poruszeniom swym i wybuchom swego głosu. O wysokie drzewo oparty stał spokojnie, tak jak ona nieruchomo stała pod szarymi porostami, okrywającymi drzewo. Byli tak od siebie oddaleni, że nie mogli dostrzegać wyrazu swoich oczu i widzieli tylko twarze swoje, blade na tle jesiennych pozłot lasu. Przyleciał powiew wiatru, obudził nad ich głowami cichy poszum sosen i przejął drżeniem paprocie. Ramiona i usta stojącej nad paprociami kobiety drżeć zaczęły także i razem z cichym szmerem paproci przypłynął do niego jej szept żałosny.
— Cóż ja ci dam?... co powiem?
I nagle ręce załamane przed siebie wyciągając, z wybuchem niepokonanym, zawołała:
— Ja kocham cię... Czesławie!...
Potem jeszcze mówiła ciszej:
— Niechże to słowo... niechże to słowo będzie ci pamiątką odemnie... na oddalenie... na rozłączenie... na zawsze...
Ale w nim pękła tama wewnętrzna i był już u jej kolan.
Szumiały nad ich przybliżonemi ku sobie głowami szerokie konary sosen, z cicha szemrały dokoła splecionych ich ramion drżące paprocie.