— Więc nie?
— Już i mama w liście zapytywała mnie o to, ale nie odpisałem, bo miałem sam po nią jechać... Ani przypuszczałem jednak, aby te plotki aż do ciebie dojść mogły! Niech dyabli wezmą... Człowiek, zdaje się, jak pchła mały, a na ludzkich językach cały świat objedzie...
— Więc nie?... więc nie?
Wziął obie jej ręce w swoje i nisko ku niej schylony mówił:
— Nie. Sto razy, tysiąc razy: nie. Ani myślałem o tem, ani nawet podobała mi się ta panna. O tobie tylko myślałem, duszko ty moja droga, do ciebie tęskniłem, a kiedy już do tego przyszło, że musieliśmy koniecznie mamę do siebie sprowadzić, Stasiowi powiedziałem, żeby zostawał w fabryce i za nas obu pracował, a sam pojechałem, aby tu zajechać i ciebie zobaczyć.. moja ty droga, biedna, najmilsza...
Oniemiałą w ręce całował, a potem swoje ręce jej pokazując, rzekł:
— Widzisz, jak zczerniały... mógłby kto pomyśleć, że murzyńskie... niechaj ci to wytłumaczy, że nie pisałem... Uf, pracuję, aż się kurzy ze skóry! Cały dzień w ogniu, w turkocie, w stuku takim, że własnych myśli nie słyszę... Wieczorem kości w sobie nie czuję... Niedzielę nawet rzadko mam, bo fabryka nie świętuje, i czasem tylko jeden drugiego w święto wyręczamy... Staś tęgi chłopiec i dobry brat... żeby był inny, nie mógłbym i teraz być przy tobie, moje ty serce ukochane...
— Boże! ja myślałam, że już nigdy...
— Co nigdy?
— Że już nigdy nie zobaczę cię nawet, Olesiu...