— Nie, nie!... tylko myślałam, że ty... od narzeczonej swojej nie odjedziesz...

— Od narzeczonej! od jakiej narzeczonej! Jadziu... wszak ty na nogach ledwie utrzymać się możesz! Jezus, Marya! Co tobie?

— Nic... nic... przecież ty żenisz się, Olesiu!

— Ja, żenię się! ja... żenię się!...

Wesoły, młodzieńczy śmiech jego rozległ się znowu po tym pokoju, przed chwilą tak smutnym i ponurym.

— Żeby tak pies płakał, jak to prawda!

W czoło się uderzył.

— To te plotki aż tu do ciebie doszły?

— Więc nie?

— Plotek, jak Boga kocham, narobili i po całym świecie je roznieśli, a wszystko dlatego, że dwa razy w niedzielę pojechałem do domu, w którym jest ładna panna, i że raz z nią pod rękę po miasteczku się przeszedłem...