— Wpływ czasu, musu, konieczności... — zacząłem i zapytałem: czy dawno to się stało?
— Wkrótce skończy się trzy lata... W taki piękny zimowy dzień. Słońce świeciło nad ziemią całą, białą od śniegu... Ale po co ja panu to mówię? Co to pana może obchodzie?
— Niezmiernie obchodzi. Czy pani nie czuje, że, pomimo pierwszego spotkania, nie jesteśmy dla siebie obcy?
— Tak, tak! — potwierdziła; to prawda! To tak rzadko się zdarza...
— Co?
— Żeby ludzie nie czuli się sobie obcymi.
Teraz ja potwierdziłem:
— To prawda.
Jakieś tajemnicze wspólności myśli i uczuć szybko zadzierzgiwały pomiędzy nami węzeł zaufania.
— Musiała pani wiele cierpieć! — zauważyłem.