I u nas nie brakuje protestów przeciw szerszemu i gruntowniejszemu niż dotąd wychowaniu kobiet, podobnych temu, jaki przed publiczność francuską zaniósł orleański biskup.

U nas staną na drodze do wszelkiej w tym względzie reformy trzy walne przeszkody: tradycja, rutyna, obawa.

Co do pierwszej, są jeszcze dotąd ludzie, którym bezprzestannie stoi w oczach klasyczna kądziel i motowidło. Narzędzia te wielce szacowne i potrzebne były wtedy, gdy cały ustrój społeczny był taki, że kobiety mogły spokojnie i użytecznie pędzić istnienie pomiędzy prząśnicą a różańcem.

Ale aby dziś podobny zakres umiejętności i pojęć starczył im na życie, trzeba by odbudować warowne zamki z basztami, w których mieszkające kobiety zaledwie by oddalone echa burz i prac świata słyszały, nie biorąc w nich wcale udziału; trzeba by ubrać po dawnemu mężczyznę w przyłbicę i kożuch barani, a odebrać naukę i ogładę, z jakimi dzielić się on chce z towarzyszką swego życia.

Niegdyś królowa i pasterka jednakie miały zajęcia i jednaką prawie wiedzę.

Królowa i pasterka równie przędły, zwijały nici, szyły i tkały, bo też między królem a pasterzem zachodziła różnica więcej władzy i wypadkowego położenia, niżeli wiedzy i ogłady.

Starożytny kronikarz francuski Froissard uwiadamia nas, iż najpotężniejszy władca średnich wieków, cesarz Karol Wielki starannie się dowiadywał, ile na kuchnię jego codziennie jaj użytkowano. A któż by wiedząc o tym mógł się dziwić, jeśliby małżonka cesarska nic innego nad prząśnicę nie znała? Ale dziś fabryki i rękodzielnie wzięły na siebie zadanie przędzenia, szycia i tkania. Mężczyźni zdjęli przyłbicę i odrzucili oręż, a ujęli książkę, pióro, skalpel, mikroskop. Zamki o warownych basztach runęły, a z nich kobiety wyszły na świat, to jest pomiędzy walki i prace, z zamkniętych kasztelanek stały się zmuszonymi parciem epoki do czynu obywatelkami.

A gdy się postać wszystkiego na ziemi zmieniła, i stan umysłu kobiety zmienić się musiał koniecznie i zmienił się — i najzapaleńsi zwolennicy kołowrotka nie zdołają już wytrącić książki z ręki kobiety.

Możemy i powinniśmy czcić tradycję pełnym poszanowania wspomnieniem: możemy i powinniśmy czerpać z niej naukę i naśladować to, co godnym naśladowania było, ale oddając cesarzowi co cesarskiego, a Bogu co boskiego, nie mamy prawa w imię wieków minionych zapoznawać potrzeby wieku, w którym żyjemy.

Fakt to spełniony, że od czasu kołowrotków umysł kobiecy uległ zmianom, wszelkie więc usiłowania ku powrotowi niepowrotnej przeszłości, są utopią i marzycielstwem, a prawdziwym i rozumnym zadaniem może być tylko prostowanie i doskonalenie kierunku myśli kobiety, aby jak niegdyś z klasycznej kądzieli palce jej wysnuwały równą i lśniącą nić lnianą, tak dziś aby z jej umysłu i serca gładka i piękna roztaczała się nić spokojnego i użytecznego jej żywota.