Inaczej by wcale było, gdyby niebogaci rodzice kształcili córki swoje do rzemieślniczych lub handlowych zawodów.
Naturalnie że nie należy i niepodobna nalegać na to, aby zawód nauczycielski został zupełnie opuszczonym, ale w rodzeństwie złożonym z kilku sióstr rzadko wszystkie mogą mieć i powołanie, i stosowne środki do ukształcenia się na nauczycielki.
Dziś jednak całe rodzeństwa rzucają się do nauczycielskiego zawodu, a rodzice zdają się oprócz tego nie widzieć dla nich żadnej innej drogi.
Trudno pojąć, dlaczego by urzędnik lub posiadacz ziemi, zamiast w lichym pensjoniku kształcić córki swe na liche guwernantki, nie chciał posyłać je do jakiego rzemieślniczego zakładu, aby tam uczyły się pożytecznego i chlebodajnego zawodu?
Trudniej jeszcze pojąć, dlaczego by ojciec krawiec, szewc, introligator, zegarmistrz, jubiler, nie miał z córki swej uczynić z razu pomocnicy w swych pracach, a następnie spadkobierczynią jego zawodu i zakładu?
Dlaczego kupiec handlujący łokciowymi, korzennymi, galanteryjnymi przedmiotami, nie mógłby córki swej prowadzenia takiegoż handlu nauczyć?
Jeżeli ma on synów i dla nich pragnie zakład swój w dziedzictwie zostawić, nie przeszkodzi temu bynajmniej, jeśli i córki jego razem z synami wyuczą się rzemiosł lub handlu. Będą one mogły później stać się pomocnicami swych braci albo w innej miejscowości rozpocząć takąż pracę na własną rękę z pomocą części, która przecie i córkom wydziela się z ojcowskiego dobra. Zresztą synowie rzemieślników rzadko oddają się zawodom, którym oddawali się ich ojcowie, najczęściej zostają oni urzędnikami, doktorami, prawnikami, rolnikami itp. Córka zaś, która niczym z tego wszystkiego być nie może, odniosłaby prawdziwą korzyść z posiadania umiejętności ojcowskiej.
W tym zaś czy innym razie objęcie rzemieślniczego zawodu przez siostrę, nie może w niczym przynosić szkody bratu tym bardziej, jeśli rzemieślniczki zwrócą głównie działalność swą na prowincje, które najbardziej jej potrzebują.
Urzeczywistnienie tej myśli spotyka ważną przeszkodę w skrzywionych pojęciach rodziców o podwyższeniu i poniżeniu przyszłego stanowiska dzieci. Urzędnicy i właściciele ziemscy nie chcą poniżyć swych córek, sposobiąc je na rzemieślniczki lub handlarki: rzemieślnicy i kupcy chcą je wywyższyć, kształcąc na nauczycielki, choćby mierne, albo na próżnujące panny.
O ile rodzice tak pojmujący rzeczy nie dościgają swego celu, świadczy o tym upokarzające stanowisko w świecie miernej nauczycielki, a nie tylko już upokarzająca, ale głęboko poniżająca rola panny, która myśląc tylko o strojach i zabawach, jak zbawienia oczekuje męża, a jeśli się go nie doczeka, zostaje starą panną, rezydentką na łasce jakich krewnych lub przyjaciół albo nędznie żyjącą ze szczupłego fundusiku i wyrzekającą na cały świat istotą.