Na dźwięk ostatniego wyrazu kobieta stanęła, odwró­ciła twarz śmiertelnie bladą i oczy rozpalone ponurym ogniem wlepiła w postać stojącą u szczytu wschodów. Obfite światło gazowe oblewało postać tę, malując sre­brem fiolety jej sukni; wielka kamea świeciła u szyi błękitnawą barwą, złote kolce drżały pomiędzy gęstwiną dłu­gich włosów, podnoszących się lekko od przewiewu wiatru wnikającego otwartymi na ulicę drzwiami. Stała z pochyloną naprzód głową i postacią, z wargami drżącymi śmie­chem, z zimnymi oczami, rzucającymi tęczowe połyski spod zwiędłego czoła. Marta wlepiała w nią przez chwilę wzrok suchy, rozpalony, przerażony i ponury, potem od­wróciła się nagle, poskoczyła naprzód i w mgnieniu oka zniknęła w półzmroku ulicy.

Kilka minut zaledwie upłynęło, gdy tymi samymi drzwiami, za którymi zniknęła Marta, wbiegł wesoły Oleś, kilku skokami przebył wschody i wpadł do mieszkania Karoliny.

— I cóż? — zapytał z kapeluszem w ręku stając na pro­gu saloniku. — Poszła? Zdaje mi się, że poznałem ją idą­cą przeciwległym chodnikiem. Kiedyż wróci?

Zadawał te pytania tonem krótkim, pośpiesznie; w czarnych, błyszczących oczach jego malowała się nie­cierpliwość człowieka bez woli i rozwagi, poddającego się doznanemu wrażeniu.

— Nie wróci wcale — odpowiedziała kobieta siedząca przed kominkiem na tym samym miejscu, na którym przed kilku minutami siedziała Marta. Ramiona jej skrzyżowane były na piersi, oczy utkwione w żarzące się węgle. Nie zwróciła wzroku na wchodzącego młodego męż­czyznę i na niecierpliwe pytania jego odpowiedziała tonem krótkim, więcej niż obojętnym, bo niechętnym.

— Nie wróci? — zawołał Oleś, rzucając kapelusz swój na sprzęt najbliższy i postępując w głąb pokoju. — Jak to nie wróci? Czyliż nie jesteście, panie, przyjaciółkami od dzieciństwa?

Kobieta milczała. Młody mężczyzna niecierpliwił się coraz bardziej.

— Cóż powiedziała? — zapytał nagląco.

— Powiedziała — odparła z wolna kobieta, nie zmie­niając postawy ani kierunku wzroku — powiedziała, że dotąd jeszcze kocha swego męża...

Oleś szeroko roztworzył oczy.