— I że gdybym była na twoim miejscu — ciągnęła Maria — doradziłabym tym panom, aby zamiast do jed­wabiów i koronek wzięli się do pługa, siekiery, młota, kielni lub czegoś podobnego. Daleko by z tym przyzwoi­ciej wyglądali...

— Wiem o tym, wiem! — śmiejąc się wciąż, wołała gospodyni domu.

— A na miejsce ich — kończyła Maria — wzięłabym kobiety, które zbyt mało mają sił fizycznych, aby orać, kuć i kamienice wznosić...

Ewelina przestała nagle śmiać się i z wielką powagą spojrzała na Marię.

— Droga Mario! — rzekła. — Ci ludzie potrzebują tak­że zarobku i potrzebują go daleko niezbędniej, gwałtow­niej niż kobiety... są oni przecież ojcami rodzin...

Tym razem Maria uśmiechnęła się.

— Moja droga — rzekła — muszę znowu odwołać się do praw koleżeństwa, aby ci powiedzieć, że machinalnie powtórzyłaś w tej chwili to, o czym mówiących słyszysz ciągle, a nad czym nigdy chyba nie zastanowiłaś się sama. Ci ludzie są ojcami rodzin, być może, ale kobieta, za którą wstawiałam się do ciebie, ma także dziecię, które wyżywić i wychować musi. Gdyby mnie, na przykład, spotkało nieszczęście utracenia zacnego i dobrego człowieka, który nie tylko daje mi szczęście sercu, ale pracą swą byt mi zabezpiecza, nie byłażbym matką i odpowiedzialną opie­kunką mojej rodziny? Gdybyście oboje, mąż twój i ty, za lat kilka zeszli ze świata i, jak bywa często, nie pozo­stawili po sobie majątku, czyliż najstarsza córka wasza nie byłaby obowiązana do podtrzymania bytu, do starań około wychowania i pokierowania w świecie młodszego rodzeństwa?

Ewelina słuchała słów tych ze spuszczonymi oczami, trudno jej było widocznie zebrać się na odpowiedź. Nie mniejszej jednak trudności doświadczała w odrzuceniu bez dostatecznych powodów prośby kobiety, z którą sto­sunek miłym znać był jej sercu, a może i pochlebiał jej miłości własnej. Niepospolity spryt, malujący się w wy­razie twarzy jej i oczów, poddał jej po chwili nową odpo­wiedź.

— Gdyby zresztą i nie to — rzekła, podnosząc oczy — znajdujeszże65, droga Mario, przyzwoitym, aby młoda ko­bieta (protegowana twoja jest zapewne kobietą młodą) po całych dniach przebywała za jednym stołem z kilku mło­dymi ludźmi? Czy podobna okoliczność nie byłaby powo­dem zajść zgubnych dla niej, przykrych dla mnie, a sklep mój narażających wobec publiczności na pewną kompromitację?

— Powtórzyłaś znowu, Ewelino, jeden z krążących po świecie komunałów. Obawiacie się, aby praca wspólnie z mężczyznami podejmowana nie nadwerężyła cnoty i ho­noru kobiety, a nie obawiacie się, aby tego samego nie uczyniła bieda. Protegowana moja, jak nazywasz osobę, o jakiej mowa, przed trzema miesiącami utraciła męża, ma dziecię, które kocha, smutna jest, poważna, cała zajęta wyszukaniem dla siebie środków zarobkowania i, jak o tym przekonałam się sama, bardzo uczciwa. Czyliż mo­żesz przypuścić, aby kobieta w takim zostająca położeniu, z takimi uczuciami, wspomnieniami, z taką trwogą o ju­tro, mogła najlżejszą zwrócić uwagę na twoich wyelegantowanych pomocników? Zaręczam ci, że żadna myśl pło­cha nie powstałaby w jej głowie.