Niech blaski świetliste ze zdroju mądrości

Ukoją twe bóle, nędze i ciemności!

Niech zabrzmi dla ciebie róg zmartwychwstania!

Niechaj z kajdan uwolni smutną duszę twoją

Anioł poznania!

Pieśń miała tylko trzy te strofy. Umilkły więc z ostatnim jej wierszem śpiewające je głosy: męski i kobiecy.

Dostojnicy gminy stojący dotąd śród łąki zwrócili się ku miasteczku i głośno, gniewnie rozmawiając ze sobą dążyli ku domowi Ezofowiczów.

*

Abram, syn Saula, różnił się wielce ze starszym bratem swoim, Rafałem. O ile wysoki, czarnowłosy, piękny jeszcze mimo swych lat pięćdziesięciu kilku Rafał poważnym był, rozważnym i małomównym, o tyle niski, przygarbiony, z popielatymi od siwizny włosami Abram zapalczywym wydawał się, wrażliwym i namiętnym. Mowa jego była prędką, gesta103 posiadały gwałtowność namiętnej natury, wzrok iskrzył się i ponuro najczęściej spuszczał się ku ziemi.

Obaj bracia byli uczeni i uczonością swą zdobyli sobie od dawna wysoko cenioną w gminie godność morejnowską. Ale Rafał studiował przede wszystkim Talmud i uchodził za jednego z największych znawców jego, Abram zaś przekładał mistyczne zaciekania się w przepaściste tajemnice Zoharu. Rafał posiadał w daleko wyższym stopniu niż brat jego szacunek i zaufanie innowierców, z którymi wiódł interesy liczne, Abram za to cieszył się żywszą sympatią ludności szybowskiej, większą łaską rabina i ściślejszą przyjaźnią z dostojnikami, więc z mędrcami i bogaczami gminy.