— Gołda! — rzekł Meir z cicha, lecz pośpiesznie. — Czy ciebie żadna nieprzyjemność od nikogo nie spotkała? Czy tobie nikt nic złego nie zrobił?
Dziewczyna milczała chwilę, a potem odpowiedziała wzajemnym pytaniem:
— Dlaczego ty, Meir, zapytujesz mię o to?
— Bo ja lękam się, żeby tobie jaka krzywda nie stała się. Ludzie zaczęli o tobie gadać!
Gołda wzgardliwie nieco wzruszyła ramionami
— Ja o ich krzywdy nie dbam — rzekła — ja z krzywdą razem wyrosłam i ona jest siostrą moją.
Umilkli na chwilę. Meir wydawał się wciąż niespokojny.
— Dlaczego u was dziś ciemno w chacie? — zapytał.
— U mnie wełny nie ma do przędzenia, a zejde modli się sobie w ciemności.
W istocie, w kącie izby szemrał drżący głos modlącego się Abla.