— Cóż? Miszugener trochę? — zaśmiał się pan, żartobliwym gestem palec do czoła swego przykładając.
— Nu! — odpowiedział Eli. — Wariatem on także nie jest... młody, porozumnieje jeszcze... ale teraz on wielkie głupstwa wyrabia... to prawda! On i mnie dziś nieprzyjemności wielkich narobił... Aj, aj! Co ja przez niego zmartwienia i kłopotu miałem i będę jeszcze miał!...
— Tak więc — rzekł Kamioński — rodzaj to jest półgłówka i złośnika, który sam nie wie, czego chce, i wszystkim przykrości sprawia?
— Pan zgadł! — odpowiedział Witebski i zaraz dodał: — Ale on młody jeszcze, z niego kiedyś porządny człowiek może być...
— Co znaczy, że teraz nie jest on porządnym człowiekiem...
— Proszę wielmożnego pana, tędy — rzekł w tej chwili Jankiel, wskazując dziedzicowi bramę synagogalnego dziedzińca.
— A gdzież jest mieszkanie waszego rabina?
Kamionker wyciągnął palec ku przytulonej do ściany świątyni ciemnej lepiance.
— Jak to! — zawołał szlachcic — w tej chacie?
I zmierzał ku chacie, ale z Jankielem już tylko, Witebski bowiem spostrzegłszy, że zanosi się na jakąś sprawę ważną może i przykrą, z ukłonami i uśmiechami szybko synagogalny dziedziniec opuścił.