— Mnie także... — przerwał.
— Więc pan nie wiedział? — zapytała.
— Wiedziałem zrana, wątpiłem wieczorem. Każda minuta przynosiła mi zapytanie: czy podobna? A druga odpowiadała raz: „to jest”, a dziesięć razy „to być nie może!”
— Moje minuty tak samo z sobą rozmawiały...
— Pani tak sławna!... Ja, z roju owadów zupełnie do siebie podobnych...
— A pan z tak wysoka... ja zaś ze stada ptaków, których śpiewu wszyscy słuchają chętnie, lecz z którymi w parze nikt długo lecieć nie chce, może dlatego, że lot ich zbyt górny...
— Milczałem, myśląc: nie jestem godny! W pokorze mojej była duma.
— A ja myślałam: nie jestem kochaną! Milczałam. Czekałam słowa...
— I nigdy, nigdy, w tych długich, drogich niezapomnianych rozmowach naszych nie zaplątało się ono na ustach pani, ani moich...
— I nigdy w tych długich, cudnych, najdroższych godzinach, któreśmy z sobą spędzili, nie było minuty, w którejby „serce do serca mówiło!”