— Dlaczego?
— Dlatego... — zaczęła — dlatego...
I nie dokończyła. Strwożyła się, czy też ogarnął ją wstyd.
— Dawno nie odwiedzałem stryja i mam do niego interes. Czy chciałabyś, abym zerwał stosunki z moim stryjem?
— O, nie, nie! — z wybuchem zawołała — niech Bóg broni, abym wnosiła niezgodę do rodziny, w którą weszłam!
— Czegóż więc sobie życzysz?
Bladła i rumieniła się na przemian. Nie mogła, nie chciała być zupełnie szczera. Duma i skromność usta jej zamykały. Wreszcie z płaczem prawie wybuchnęła:
— Więc przynajmniej weź mnie z sobą!
— I to jest niepodobne — perswadował. — Wiesz dobrze o słabym zdrowiu i dziwactwach stryjenki... częstych wizyt składać jej nie wypada...
— To prawda — szepnęła mnąc i rozdzierając w palcach cieniutką chusteczkę. Najmniej baczne oko spostrzec by musiało, że bardzo cierpiała.