Kiedy żołnierz z konia spadnie,

Koledzy nie pożałują,

Jeszcze go końmi stratują!

Jeden woła: Ratuj, ratuj!

Drugi woła: Tratuj, tratuj!

Leci kula armatowa,

Leci kula, leci kula,

Nieszczęśliwa moja głowa!

I tak dalej, dalej, pieśń o rozkoszach wojny, niby rotowy ogień, huczała i grzmiała, aż zakończyła się strofą bezbrzeżnej żałości:

Trąba woła: Tra-ta! tra-ta!