Zaleć, motylku, w me rodzinne strony,

Zanieś westchnienie do ulubionej,

Zanieś mój uśmiech do ulubionej!

Piękna Osipowiczówna, jak smukła topól w świetle księżyca pośrodku łodzi stojąca, zawiodła pierwsza:

Szumiała dąbrowa, wojacy jechali,

Mojego Jasieńka na wojnę wołali.

Siadaj, Jasiu, siadaj, konik osiodłany!

Przy kim mnie porzucisz, mój Jasiu kochany?

A po prześpiewaniu tej pieśni męski już tylko chór zagrzmiał, zahuczał inną skargą, innym a ciężkim, w tony zaklętym postrachem:

Jak to pięknie, jak to ładnie,