— Na co panu te wiadomości? I co znaczą te pytania? Niechże panu nie przychodzi do głowy zakochać się w mojej narzeczonej...
— Żartujecie, a ja serjozno...
Upadł na stołek raczej, niż na nim usiadł. Ręką powiódł po czole.
— Ja zmęczony! Ale ot co jest... po diełam służby mnie na wieś posyłają. Może tam gdzie blisko narzeczona pańska mieszka. Chciałbym wstąpić, poznajomić się, uszanowanie jej i jej matce złożyć...
Awicz uprzejmie odpowiedział:
— Owszem, owszem! Rade będą panu. Ciotka moja ma zawsze łzy w oczach, kiedy o panu wspomina. „Ryczał — mówi — to ryczał i obrzydliwie żołnierzy łajał, ale od strasznych nieszczęść wyratował!” I za to, że widywać mnie mogą, bardzo panu są wdzięczne. Ucieszą się, gdy je pan odwiedzi. Nie masz pan przy sobie notatnika i ołówka, to bym nazwę majątku zapisał, bo trudna do zapamiętania i możesz pan zapomnieć albo przekręcić.
Miał przy sobie jakiś zeszycik przy pełnieniu służby potrzebny i podał go razem z ołówkiem Awiczowi. Ten miał już pisać, ale wstrzymał się i namyślał.
— Może tę nazwę i którędy tam jechać po rosyjsku panu zapisać... łatwiej pan wyczyta... może w jakim pośpiechu.
Potwierdzająco skinął głową i uważnie patrzał na Awicza kreślącego w małym zeszycie słów kilka po rosyjsku.
— Pan tego języka nienawidzisz?