Więc rozumiała.

— Może z Łunny?

Powoli na znak twierdzenia skinęła głową.

— Czy sierotą jesteś?

— H-a-a-a?

Nie zrozumiała.

— Matka twoja czy żyje?

Na wielką, zdziwioną źrenicę, nakształt żałobnych zasłon opuściły się długie, faliste rzęsy i całkiem ją zakryły.

— A ojciec?

Nic, tylko dłuższy i głębszy cień rzęsów na żółtych policzkach i szczególny ruch rąk śniadych, które u piersi po pasmie włosów pochwyciły, jakby mocno zatargać niemi chciały.