Drugi z sylfów. — Giętkim trzcinom śliczne wyśpiewuję pieśni.
Trzeci z sylfów. — Temu, który sam sobie jest bogiem i celem, liśćmi lilii uściełam łoże.
Duch zwątpienia (chmurnie). — Myślałem kiedyś, że po téj tęczy wedrę się do nieba, dziś widzę, że to wątły łachman.
Duch omdlenia. — Znużony jestem i senny a wiecznie spać przecież nie można. Więc budźcie mnie, wskrzeszajcie mnie: piosnko, trunku i miłości!
Abarys (do ducha ognia). — Przebacz, panie, że tak długo w tamtą stronę zapatrzony stoję. Tyś wielki, lecz ona tak piękna i orszak jéj tak wesoły!
Duch ognia. — W odwiecznym i nieustannym losie zmierzyłem wszystkie otchłanie słabości i moce pokuszeń. Hufcu mój, do mnie!
Z prawéj strony ukazują się widma mędrców i wynalazców z księgami i narzędziami nauki w dłoniach, wieszczów ze snopami promieni w źrenicach; lirników ze strunami, które ociekają płomieńmi i łzami; męczenników, ukazujących zakrwawione serce w rozwartych piersiach. Za nimi przybywa blady, wynędzniały tłum cierpiących, zgnębionych, zmęczonych.
Wieszczka strumienia. — Patrzcie! patrzcie! Już legion żebraczy przybył pod wodzą głupców i szaleńców! Głód, łachmany, szkielety zwiędłą ociągnięte skórą, wybladłe czoła i rozdarte serca, śliczne to, ponętne, nieprzeparte wdzięki, cha, cha, cha, cha!
Orszak wieszczki. — Sidła dla głupich, pastki na bezrozumne myszy! cha, cha, cha, cha!
Głos 1 (z prawej strony). — Jam wynalazł prawo liczby i wymiaru...