Głos 2. — Ja ruchy słońca zbadałem i ich wielkością zmierzyłem małość ziemi...

Głos 3. — Jam dostrzegł nieskończoność małości, która buduje nieskończoną wielkość.

Duch zwątpienia. — Cóż z tego wszystkiego wynikło? Czy gorzkiéj wody ubyło w morzach, a na lądach przybyło słodyczy?

Głos 4 (z prawej strony). — Przeciw wiatrom siejemy i ziarna nasze długo tułając się po przestrzeni i czasie, nim plon wydadzą.

Chór sylfów. — Nie dla was plon wydadzą, nie dla was, komedyą wielkości oszukani!

Głos 5. — Nie dla siebie na świat przyszliśmy.

Jedna z rusałek. — Przemówiłeś, cnotliwy Sokratecie! A smaczna była cykuta? Pewno-byś wolał całus Aspazyi?

Głos 6. — Nad zgon wyższa wola czynu. Kto w poświęceń zmarł godzinie, ten się przelał w drugich!

Duch omdlenia. — Czyn! poświęcenie brrr! jakie to fatygujące! Nie rodzić się śmiertelnym było-by najlepiéj, lub zrodzonym jak najprędzéj przebyć Hadu wrota i spać, na oczy nasunąwszy błota jak najwięcéj. Ponieważ jednak urodziłem się, a błoto jest... nieprzyzwoite, sylfie, daj wina. Z wina także utworzyć można błoto do zamykania powiek. — tylko piękniejsze nad to, które tworzy pomięszanie wody z piaskiem...

Głos 7, z prawéj strony. — Ja usnąć i zemdléć nie mogę, choćbym chciał, bo nazywam się milion i za miliony kocham i cierpię!