— Ja téż — zaczęła Elżbietka, stając przed nią, — ja téż dziś do pani Wierzbowéj przyszłam względem dziecka... to jest... względem siebie, ale... dla dziecka.
— Cóż tam? cóż? — zapytała stara, — jeżeli pieniędzy pożyczyć, to nie mam... nie mam...
— Nie, — przerwała Elżbietka, — względem téj służby, co to u jakiéjś pani na wsi zdarza się.
— A! — przeciągle wymówiła Wierzbowa, i zamyśliła się. Potém czyniąc ręką i ustami ruch taki, jakby coś do dna wychylała, zapytała:
— A cóż z tém będzie?
Zachichotała z cicha i dodała:
— Ja bo do takich wielkich państwa nie mogę rekomendować pijaków... co innego tu, do mieszczuchów tych...
Elżbietka machnęła ręką i przerwała:
— Aj! — rzekła, — narekomendowaliście wy na służbę pijaków co nie miara! Gdzie pijaństwo zaczyna się, ztamtąd ono i na świat wychodzi. Co to o tém i mówić! Chcecie targować się ze mną? dobrze! oddam wam cały zadatek, jaki od téj pani wezmę, tylko zarekomendujcie!.. ja chcę z miasta precz! na wieś! z parę lat tam pobędę, to może ten dyabeł, co mię opętał, odstąpi...
Wierzbowa patrzała na mówiącą tak kobiétę wpół-żartobliwie, wpół-bacznie.