— A niech-że mię Bóg i Najświętsza Panna od tego bronią! Dość ja już mam biédy z moim tym łotrzykiem...
— Moja pani Wierzbowo! — zaczęła Elżbietka, — wszak ja jéj nie wyrzekam się. Za rok, za dwa... jak tylko poczuję, że mi już Pan Bóg łaskę swoję zesłał i z grzechu mię wybawił, powrócę... akuratnie pracować zacznę, i ją do siebie wezmę.
— Za rok, za dwa... To kawał czasu, moja kochana, kawał czasu wielki. A ileż przez czas ten dziewczyna ta chleba zjé u mnie... a u mnie biéda... ja nie mam z czego...
— Wszak ja jéj nie wyrzekam się, — powtórzyła Elżbietka, — regularnie połowę pensyi mojéj przesyłać wam będę dla niéj, a drugą połowę składać sobie, żeby miéć za co jakie takie gospodarstwo zaprowadzić, gdy wrócę i ją do siebie wezmę...
Wierzbowa myślała chwilę.
— A no! — rzekła, — cóż robić? trzeba czasem ludziom dopomódz... niech już i tak będzie. Przyprowadźcie tu dziewczynę przed wyjazdem... wezmę ją do chaty... może mi w czém i pomocną będzie.
— Niech będzie! niech będzie! — zawołała Elżbietka, — ja nie od tego jestem, żeby ona do pracy przywykała. Każecie jéj wodę nosić, w ogrodzie pléć i wszystko robić... i owszem... co zarobi, niech wam odnosi, a wy jéj za to strawy nie pożałujecie i łachman jaki sprawicie...
Pochyliła się szybko i rękę Wierzbowéj do ust podniosła.
— Dobrodziéjko! — szeptała, — miła moja! matko moja! bądźcie dla téj biednéj sieroty z sercem litościwém... nie dajcie jéj głodem mrzéć i włóczyć się po mieście za żebraniną... Kiedy zasłuży, ręki nie żałujcie, ale kiedy nie zasłuży, nie krzywdźcie. Do grobu wdzięczna wam będę za to, i gdy powrócę, nogi wasze ucałuję, jak świętéj patronce... Wszak-ci powinniście coś zrobić dla mnie... Wszak-ci ja dałam wam przez te wszystkie lata nieszczęsne trochę grosza zarobić... Wszak... wszak... Bogiem a prawdą... moje najgorsze nieszczęście tu, w waszéj chacie zaczęło się, bom ja tu... z waszéj ręki piérwszą czarkę téj wódki przeklętéj wzięła... nie chciałam, namówiliście.... w kompanii wypiłam raz i drugi... u was-że... ot tu na téj ławie... a potém...
— No, no! — przerwała Wierzbowa, — dość już, dość tego proszenia i lamentowania! Jutro zaprowadzę was do tych państwa i zarekomenduję... za dwa dni do mnie dziewczynę przyprowadzicie i wyjedziecie sobie... Już ja taka, jak mnie kto o co prosi, nie mogę wytrzymać i zrobię...