— Nie powróciła. Zapiła się gdzieś pewnie, taj pod płotem zmarła.

Chłopak wstrząsnął głową.

— Sieroty my oboje bez matki ni ojca; byliśmy i jesteśmy... ja to tylko dam sobie radę na świecie, ale ty...

— Ja z tobą! — odpowiedziała.

Ramię jego osunęło się z jéj kibici. Wyprostował się i zesztywniał.

— Aha! ze mną! — rzekł z ponurém szyderstwem i zamilkł.

Milczeli oboje długo. Dziewczyna spytała piérwsza:

— Władek! czegoś ty raptem zrobił się... taki jakiś?

Nie odpowiadał chwilę.

— No, — zaczął potém, — widzisz! człowiek to zawsze tak! Dopóki coś strasznego daleko jest, to niby nic, a jak zbliża się, to trwoga i desperacya zdejmuje... Dziś zrana, ja był wesoły jak w raju, a teraz... ot, wolał-bym, żeby to jeszcze za dziesiątym mostem było!