— Pomyślę o tém...
— A środki pieniężne na wyjazd i osiedlenie się w inném miejscu, czy macie?
— Nie wielkie wprawdzie, ale mamy. Toć Lucyś wyprocesował mi jesienią w Warszawie kilka tysięcy złotych; zresztą, byle się uspokoił i wyzdrowiał, on pracą swoją i rozumem wszędzie kawałek chleba znajdzie, a może... toć już niedługo mi na tym świecie przebywać...
— I nie żal pani będzie opuszczać N.? Wszak całe życie tu spędziłaś.
— Dolewska pochyliła głowę i milczała długo, a potém odrzekła:
— I jakiż żal dorównać może temu, który czuję, patrząc na boleść jego? Prawda, żem tu sercem i duszą całą przyrosła, że dawniéj ani pomyśleć nie mogłam o wędrówce w świat nieznajomy, na stare lata moje. Ale dla niego czegoż-bym nie zrobiła? czegoż-bym nie oddała? Zbawienie duszy mojéj złożyła-bym u nóg Boga za jeden dzień szczęścia jego...
— O bohaterska siło macierzyństwa! — rzekł ksiądz Stanisław z cicha, i głośniéj dodał: — Więc przygotuj się pani do podróży, a jeślibyś spotkała opór w Lucyanie, czego się nie spodziewam, bo dziś wszystko dla niego jest obojętne, zawiadom mnie; postaram się wpłynąć na niego. Najważniejsza rzecz, aby wyjechał z N., nie widząc już pani Warskiéj. O ile mi się zdaje, rozwinęła się w nim groźna choroba serca i wrażenia każdego bardzo się dla niego lękam.
Wkrótce pani Dolewska dążyła do mieszkania swego, a ksiądz, stojąc przy otwartém oknie, wpadł w głębokie rozmyślanie.
Patrzył długo na ciemne sklepienie niebios, powleczone siecią księżycowych promieni i białych chmur, słuchając szelestu lekkim wiatrem poruszanych akacyi. Smutek, jakim go natchnęła rozmowa z Dolewską, pierzchał stopniowo, a na twarz jego wracał zwykły łagodny spokój.
Po chwili wzniósł wzrok i ręce splecione ku niebu i zamodlił się cichą modlitwą: „Szczęśliwy, o Panie, komu w piersi umilkły burze i walki żywota, kto oderwał serce swoje od samolubnych miłości, a utonął cały w tém wielkiém, cichém uczuciu, które ogarnia świat cały, od Ciebie aż do robaczka. Albowiem, cóż spokojniejszego, jak człowiek, który ma serce proste? I cóż swobodniejszego, jak ten, który już niczego nie pożąda na ziemi?!”