— Wyborna myśl. Wieczór będzie prześliczny; bardzo miłą rokuję sobie przejażdżkę, a ty, Klotyldo, będziesz moim cicerone w stolicy tych stron, których jesteś sama królową.
Klotylda blado się uśmiechnęła i zapadła w milczące, długie zamyślenie.
— O czém moja pani tak się zamyśla? — zagadnął po kilku chwilach Cypryan.
— Myślałam o tém — odpowiedziała Klotylda, nie podnosząc spuszczonych oczu — czy téż mężczyzna może umrzéć przez nieszczęśliwą miłość dla kobiety?
— Quelle idée lugubre! — wesoło zawołał Cypryan. — Mojém zdaniem, jest to zapewne rzecz możebna, ale zdarzająca się niezmiernie rzadko. Trzeba na to odrębnych cech charakteru i wyjątkowych okoliczności... W każdym razie, mnie to niebezpieczeństwo nie grozi; nie prawdaż, pani?
I śmiejąc się, pocałował rękę narzeczonéj; ale wypuszczając ją z dłoni, rzekł z niepokojem:
— Strasznie masz zimną rękę, Klotyldo. Boję się, doprawdy, o zdrowie twoje...
— O, nic mi już nie jest! Zresztą, zobaczę dziś doktora, to go poproszę o radę — rzekła Klotylda z dziwnym uśmiechem i wstała od stołu.
*
Tegoż dnia, w mieszkaniu pani Dolewskiéj panował ruch wielki; pokoje smutno wyglądały, odarte ze wszystkich mniejszéj objętości sprzętów; paki i tłomoki jedne na drugich stały pod ścianami, a między niemi, z pomocą Owsickiéj i Marysi, krzątała się Dolewska. Gorączkowy rumieniec ożywiał twarz staruszki; ręce jéj drżały, kiedy małe, w żółtych ramkach obrazki zdejmowała ze ścian, na których wisiały przed jéj oczyma więcéj niż ćwierć wieku. Zdawało się, że chciała-by wywieźć z sobą wszystko, co się znajdowało w domu, że serce jéj ściskało się na myśl o rozstaniu z najmniejszym drobiazgiem, towarzyszącym jéj przez ciąg długiéj wędrówki życia.