Ni dorohi, ni śledu.

Konia biczom pohaniaju,

No śmierć pohladaiu.151

Umilkł i wszyscy milczeli. Parę kołowrotków umilkło.

— No, sztoż heto? — kpiącym tonem zapytał mądry Damian.

Nikt słowo zagadki znaleźć nie umiał. Dziewczęta z zakłopotaniem ku sobie zerkały, chłopcy lekceważąco i żadnej niby wagi do nierozwiązalnej im zagadki nie przywiązując, papierosy palili i końcami nóg przytupywali. Damian drugą ręką wziął się za boki.

— A toż czółno! — wzgardliwym tonem wymówił.

— A prawda! — chórem zawołało kilka głosów i wszyscy słowa zagadki powtarzając, zadziwili się.

— Aaaa! Jedu, jedu, ni dorohi, ni śledu... wiadomo, na wodzie... Konia biczom pohaniaju... znaczy, wiosłem wodę... aaa! Prawda! Taki to czółno!

— Czemu ty, Damian, po cichu mnie nie powiedział, co to! Żeby powiedział, to ja bym zgadła — półgłosem zagadała Hanulka.