— A synka...
Tu cichym, ale śpiewnie zawodzącym głosem opowiadać zaczęła, że przed kilku miesiącami zmarł na lichtaritys (dyfterytis)158 synek jej starszy, półtora roku mający. Takie to śliczne było dziecko! Chodził już, mówił, nie żart, jaki już był rozumny. Wszyscy po nim płakali, nawet dziadek, choć taki srogi, płakał, ale potem zapomnieli, nawet ojciec rodzony zapomniał. Ona tylko nijak zapomnieć nie może. Pochyliła się nad niemowlęciem i ciszej dokończyła:
— Wiadomo, dziecko, takie maleńkie, jak ta jagoda skociło się159 ze świata... Jak ta kruszyna w ziemię wpadło...
Znowu kołysać się zaczęła w tył i naprzód; po okrągłym, różowym jej policzku płynęła duża łza i jak brylant błysnąwszy, na granatowy kaftan upadła. W napełniającym izbę grubym160 gwarze opowiadanie jej wydawało się delikatną, nieśmiało brzęczącą struną; łza jej wpadła w śmiechy i hałasy jak cicha kropla rosy w swawolne i szumne fale potoku. Na świeżą jak poranek, zasmuconą twarz jej przybyły patrzał szerzej niż zwykle otwartymi oczami i łzie jej przypatrywał się dopóty, dopóki nie przestała wilgotną plamką świecić na granatowym suknie kaftana. Ta niewinna, cicha a tak wierna żałość młodej matki uderzyła go widocznie czymś dla niego niezwykłym. Coś obudziła w nim także, jakąś strunę, trwożną, smętną, której dotąd nigdy może w sobie nie słyszał. Jak wicher gwałtowny i krótki westchnienie pierś jego szeroką i zapadłą podniosło:
— Ach, ach, ach!
W zamian, z twarzy młodej matki smutek nagle zniknął. Ożywiła się ona i oczami ku bawiącej się u komina gromadce spoglądającymi ciekawie wesoło błysnęła.
— Oj! — wykrzyknęła — bajki gadać będzie... Nastula bajki gadać będzie.
Szybkim ruchem zwróciła się ku gościowi.
— Posłuchajcie tylko... mojeż wy mileńkie, posłuchajcie! Ona ślicznie bajki gada, nie żart, jakie śliczne!
Baba, u samej ziemi na przewróconych nieckach siedząca, spomiędzy dwóch kołowrotków wychylała pod światło ognia głowę w czerwonym, okrągłym czepku i mówić zaczynała. Wśród powszechnego milczenia, przy wtórze kołowrotków głos jej stary, przewlekły, szepleniący161 rozchodził się po izbie: