Izbę napełniał teraz wesoły, swawolny śpiew:

U polu krynica,

U jej woda saczytsia,

Mołodoj mołojczyk,

Wielkij ladaszczyca.

Robić on nie hocze,

Ani pracowaci,

Tolko pić, hulaci,

Dzieuki namawlaci.173

Tym razem kobiety śpiewały same; parobcy nie tylko nie wtórzyli im jak wprzódy basowymi, oderwanymi nutami, ale nawet śpiewania ich nie słuchali. Czy obrażały ich zawarte w pleśni żarty „z młodego mołojczyka”? Czy ważniejsza od śpiewów sprawa do głowy im przyszła? Skupili się w ścisłą gromadę, szeptali o czymś pomiędzy sobą, czasem urywane słowa wykrzykiwali. Naglę pieśń urwała się w połowie strofy jak wstęga nożem przecięta, a w ciszy, która zaległa izbę, rozległ się śmiały, butny głos Aleksego: