— Trzymajcie, ludzie, kiedy Boga kochacie, nie puszczajcie!
Przerażone dziewczęta na podobieństwo owiec zbiły się u komina w niemą od trwogi gromadkę, wielka Ulana na piec lazła, dwie małe dziewczynki do ziemi przypadły i twarze schowały w spódnicy matki, która przed ogniem stanęła, ramiona u piersi skrzyżowała i ciemnymi, zamyślonymi oczami na odegrywającą177 się u drzwi scenę patrzała. Stara Nastula tylko nie widziała i nie słyszała nic; z głową o krawędź komina opartą spała, od czasu do czasu coś przez sen pomrukując i pośpiewując.
U drzwi walczono. Chwytanego nie łatwo było pochwycić. Silny, choć chudy, sprężysty, z członkami do walki znać wyćwiczonymi, wydzierał się on chwytającym go rękom, łokciami i nogami napastników uderzając. Wzmagało to ich zaciętość. Łajali i klęli. Na koniec Aleksy pierwszy, potem bednarz — najzaciętsi lub najsilniejsi — pochwycili go tak silnie i zręcznie, że żadnego już poruszenia uczynić nie mógł.
— Postronków! — zawołali. — Hej, baby! Postronków dawajcie!
Ale Krystyna ramion nie rozplotła. Patrzała, patrzała, a ciemne, zamyślone jej oczy zdawały się powtarzać:
— Taki i tego kiedyściś matka na rękach swoich nosiła i kołysała!178
Od krawędzi komina dygocący głos uśpionej baby zanucił:
Nie grajcie, braciszkowie, nie grajcie,
Serduszka mego nie targajcie.
Wyże to mnie zabili,