Nóż w serce wsadzili...
A spomiędzy gromady chłopów głos pokorny, błagalny, od trwogi dygocący przemawiał:
— Puśćcie mię179, ludzie, jeśli Boga w sercach macie, jeżeli zbawienia duszy żądacie, puśćcie. Ja wam nic złego nie zrobię, pójdę stąd, zaraz pójdę, na wieczne czasy z oczu wam przepadnę, tylko puśćcie, oj, puśćcie...
Parobcy zaśmiali się szydersko180, groźnie i dalej o postronki do bab wołali, ale starego Mikułę dygocący, pokorny, błagalny głos, który spośród gromady parobków przemawiał, na kształt czarodziejskiej siły z ławy podniósł. Jak wysoki, stanął, rękami zamachał, usta otworzył i nic nie powiedziawszy, z otwartymi usty znowu na ławę opadł. U krawędzi komina śpiąca baba zanuciła:
Nie graj, tatulu, nie graj,
Serduszka mego nie targaj.
Braciszkowie mnie zabili,
Nóż w serce wsadzili...
Aleksy do sieni, zapewne po postronki, których kobiety nie podawały, skoczył. Chwytany zaszamotał się znowu i wychylił się nieco spomiędzy otaczających go postaci i ramion. Zmalały był, skurczony, plecy mu poruszały się i głowa wtulała w ramiona tak, jakby już skóra jego kurczyła się i drgała pod uderzeniami pletni. Struga bladości trupiej spadła mu na twarz, nieopisana męka wykrzywiała usta i miotała skórą czoła, która to podnosiła się ku złotawym włosom, to opadała ku oczom biegającym i rozrzucającym dokoła błagalne spojrzenia. Wydawał się w tej chwili zbiornikiem najsroższych cierpień świata, arcynędzarzem.
— Przypadkiem do was zaszedłem — zdyszanym głosem mówił. — Przypadkiem, na godzinkę, bez żadnej złej myśli... Byle odpocząć... i zaraz pójdę... pójdę... Nic złego nie zrobię... Tylko mię puśćcie, jeżeli Boga w sercu macie... jeżeli kroplę litości... jeżeli zbawienia duszy... Puśćcie... na rany Jezusa Pana... Oj, ludzie!...