Krystyna teraz głośno wymówiła:
— A taki i tego kiedyściś matka na rękach swoich nosiła i kołysała...
A tuż prawie przy ziemi senna baba śpiewnie mruczała:
Braciszkowie mnie zabili,
Nóż w serce wsadzili...
— Hodzi! — rozległ się po izbie głos wszystkie inne przenoszący, do rozkazywania nawykły. — Hodzi! Puszczajcie jego! Rozstąpcie się i puszczajcie!
Mikuła wstał znowu z ławy i już na nią jak wprzódy nie opadł, ale ciężki, wielki w swym białym odzieniu twardą taśmą przepasanym, prosty, choć z głową na pierś spuszczoną, ku środkom izby postąpił.
— Puśćcie jego i rozstąpcie się! — powtórzył.
Po chwilowym zdumieniu i wahaniu rozstąpili się parobcy: jeden Aleksy ze sznurami w ręku z sieni powracający sprzeciwić się próbował:
— Heto181 Bąk, baćku! Jak Boga kocham, Bąk!