Ot tak, ot tak! Teraz na długo ci wystarczy!
wylewa na ołtarz trochę mleka
Wspaniała Westo, niewiastą jesteś! Miejże litość dla biedactwa tego, tak ślicznego i dla tak hojnego clarissimusa! Ale już lecę straż nad nimi trzymać! lecę!
Wybiega.
II
Murawa pełna fijołków, krzaki róż i mirtu, dokoła platany, palmy; w pobliżu niewysoki mur, odgradzający ogród westalek od placu publicznego; z drugiej strony widać świątynię i przebłyskujący zza drzew płomyk ognia świętego.
JUNIUSZ
Nigdy jeszcze tak gorąco nie dziękowałem bogom za to, że obdarzyli mię odwagą! Gdybym jej choć odrobinę mniej posiadał, nie znalazłbym się tu pewnie; gdybym się tu nie znalazł — gdzie i jakim sposobem mógłbym zobaczyć Helię? A widzieć ją muszę, choćbym przez to miał umrzeć, bo odkąd ją dziś ujrzałem, życie bez niej podobnem stało mi się do umierania. Odkąd Rzym na siedmiu pagórkach stanął, urodziło się w nim zaledwie kilku śmiałków, którzy na dziewicę Westy rzucili okiem zuchwałem! Rózgami ich zaćwiczono, pomimo że byli najczystszej krwi patrycyuszami. Szpetna śmierć, na Polluksa! Ale co tam! może mnie nie złapią, a jeżeli złapią, będzie to tak, jak gdyby dzień dzisiejszy wcale nie wschodził. Miałem umrzeć dziś, umrę jutro, ale zobaczę Helię i drugą jeszcze uciechę w zysku mieć będę: Domicyanowi za sprawą moją jeszcze jedna wieczerza we wnętrznościach kamieniem stanie! Cha, cha, cha! jakąż rozkosz uczuwam, wyobrażając sobie tego tygrysa z lisim pyskiem, klapiącego ze złości zębami! Bardzo troszczy się, niezmiernie się on troszczy o nieskazitelność dziewic Westy, dlatego zapewne, że sam jest nieskazitelnym. Ta to nieskazitelność w dwudziestej wiośnie życia ze wszystkich włosów obrała mu głowę, przez nią też porwał żonę drogiemu mojemu Lamii. Na Polluksa! pomszczę cię, Lamio, jeżeli wzamian porwę mu dziewicę Westy! Poczyta to za złą wróżbę dla panowania swego i trząść nim będzie febra strachu. Ale czy porwę? Czy ta stara przywieść ją tu zdoła? Cieniu Owidyuszowy, natchnij mię: jaką sztuką zdobyć mam miłość tej prześlicznej? Albo nie, obejdę się bez Owidyuszowego nauczania12. Najlepiej też uczynię, gdy obejdę się bez wszelkich sztuk i prosto, szczerze ukażę jej swoją duszę, pełną miłości i swoje przeznaczenie, pełne gróźb, ale i uciech takich, jakich zazdrościć mogą bogowie. Jakże pragnę ją zobaczyć!
Helia wychodzi z gęstwiny drzew i krzewów, Juniusz rzuca się ku niej i ręce jej porywa.